czwartek, 13 listopada 2014

*Brak pomysłu na tytuł*

Ten tekst napisałam bardzo dawno temu mając doła, jednak chciałabym, żeby znalazł się on na blogu.
Zapraszam do komentowania~

-----------------------------------------



To już jest koniec.
Nie mam ochoty już żyć.
Wykorzystał mnie.
Jakbym był męską dziwką.
Obiecywał, że będziemy razem, że wszystko nam się uda.
I co?
Przeleciał i zostawił. W nim wiązałem swoje nadzieje. Byłem w złej sytuacji, a on mnie przygarnął.
Zaniedbanej sierocie pokazał świat imprez. Zaopiekował się mną.
Byłem jego maskotką. Niestety, z czasem zaczął się mną tylko bawić.

Któregoś dnia nie wrócił.
Nie wiedziałem, co robić.
Zobaczyłem, że zabrał ze sobą wszystkie swoje rzeczy. Szafa stała teraz pusta.
Nie rozumiałem tego.
Każdego poranka od razu po otworzeniu oczu miałem cholerną nadzieję, że zobaczę go śpiącego obok mnie. Jego lekko zarumienione policzki, brązowe włosy opadające na twarz.

Nie znałem tutaj nikogo.
Nie miałem nawet ochoty, on mi wystarczył.
Przeprowadziliśmy się tutaj, chcieliśmy zacząć wszystko od nowa.
Miało być lepiej.

Był dla mnie wszystkim.
To przez niego to się zaczęło, to przez niego rzuciłem dziewczynę, bo zaproponował mi rozbudowanie naszej wieloletniej przyjaźni. A ja się zgodziłem. Kto by się nie zgodził po zmieszaniu prochów z drinkami.
Nie miałem nic do stracenia.

Moja cierpliwość dobiegała końca.
Siedzę teraz w łazience,oparty o wannę... myślę, czy życie bez niego po odrzuceniu wszystkiego ma chociaż najmniejszy sens.
Dziś mija tydzień od dnia, w którym obudziłem się sam w domu.
Moje oczy jeszcze nigdy nie były takie czerwone. Takie zrozpaczone.
Zacząłem się godzić z tym, że nie wróci.
I zrobiłem pierwsze nacięcie. Lekkie, delikatne, urocze. Takie, jakie miało być moje, nasze życie. Miałem wtedy w głowie miło spędzone chwile... z nim.
Nie mogłem już dłużej trzymać w sobie tego uczucia.
Byłem na siebie wściekły. Nie wytrzymałem.
Nawet nie wiedziałem, że takie małe gówno może wejść tak głęboko.
Spojrzałem na lewy nadgarstek. Krew zdążyła opłynąć moją rękę dookoła i zaczęła spływać po dłoni. Straciłem wszelkie nadzieje, a jednak...

Pomimo nasilających się zawrotów głowy usłyszałem otwierające się drzwi.
Spojrzałem w górę i zobaczyłem jego piękną twarz, teraz przestraszoną.
Krzyczał że bardzo przeprasza. Pytał dlaczego to zrobiłem.
Zabrał mi żyletkę.
Śmiał mi powiedzieć, że wrócił do swojej dziewczyny.
Teraz wybiegł, żeby "sprowadzić pomoc".
Doczołgałem się do kuchni, wziąłem nóż i wróciłem na swoje miejsce.
Krwi było coraz więcej.
Strach, ból, nienawiść...

Wszędzie rozpoznam tą sylwetkę.
Stanął na przeciwko mnie.
Wszystko stało się czarno- białe. Nawet on.
Zaczął iść w moją stronę.
Gdy zaczął się pochylać, żeby mnie podnieść, je resztkami sił wyprostowałem rękę trzymającą nóż.
Leżał na mnie.
Byłem szczęśliwy.
Teraz nikt mi go nie odbierze.
Jest tylko mój.
                    

czwartek, 6 listopada 2014

Na śmierć...

To mój pierwszy taki 'utwór'. Jest on oparty na fakcie, o którym się dowiedziałam około 4 godzin temu...




Dowiedziałam się o Twojej śmierci,
ale ja nawet Cię nie widziałam,
przez te moje niecałe 16 lat życia.
Nie wiem, jak na to zareagować,
mam co do tego mieszane uczucia.

Twój syn się mnie wyrzekł,
kiedy byłam jeszcze w wózku.
Słyszałam, że Twoja żona była chora,
i leżała sparaliżowana w łóżku...

Nie poznałam nikogo z Was,
a już zaczynacie odchodzić.
I w zaistniałym rytmie życia
po prostu nie wiem, co mam zrobić.

Mam pojechać za miasto, aby sprawdzić
kiedy idziesz spać?
Czy mam stać z boku na pogrzebie,
i zobaczyć, jak kładą Cię na Twoje ostatnie łoże?

Moja matka pewnie się nie zgodzi,
nawet ich nie znałaś, nie wiesz
jak nas wyzywali- mówiłaby.
Ale nadal chcę to zrobić.

Bo coś, chociaż nie wiem co
wzywa mnie do Ciebie.
I pewnie po lekcjach udam się
do Twojej miejscowości, by się przekonać.

W pierwszej chwili nie wiedziałam,
jak zareagować na Ciebie.
Ale kiedy położyłam się
i przemyślałam to wszystko...
Teraz nie mogę zatrzymać łez.
Po prostu lecą, straciłam nad nimi kontrolę.

Słyszę, jak już druga karetka
przejeżdża niedaleko.
Mam wrażenie, że wiozą Ciebie.
Jakby cofali czas i próbowali,
czy tym razem zdążą z czasem.

Czas to zjawisko,
którego nikt nie potrafi wytłumaczyć.
Ale poddajemy się mu,
by życie toczyło się dalej.

I bez względu na to, jaki byłeś,
ja wiem, że znajdziesz się w niebie.
W końcu dziadków się ma tylko dwóch.
Został mi już tylko jeden.

niedziela, 2 listopada 2014

BTOB Sungjae 2/?

Łapcie drugą część ^^
-----------------------------


Chaerong obudziła się, słysząc świdrujący dźwięk budzika. Odruchowo uderzyła w jego obudowę, trafiając idealnie w środek największego klawisza.
- Czas wstawać, skoro nie mam zamiaru jechać z pewnym osobnikiem...- to zachęciło ją do szybkiego przygotowania swojej osoby do wyjścia. Prysznic, ubrania, śniadanie, makijaż, spakowanie torby.
- Gotowe- uśmiechnęła się pod nosem.

O 8.30 siedziała już w busie. Przyglądała się ludziom przechodzącym przez przejścia, śpieszącym się do pracy. Zdawało jej się, że jeden z chłopaków, który szedł spokojnie pod jednej z alejek parku, przypominał jej kolegę- Michała. Lecz nie była tego pewna, a poza jedynym uczuciem, które pojawiało się wraz z jego imieniem była złość.
        Pierwszy raz spotkali się na korytarzu w gimnazjum. Ona rozmawiała z jego kolegą z klasy, a on przyglądał im się z niewielkiej odległości. W końcu odważył się podejść. I tak się poznali. Od tamtej pory, kiedy się zobaczyli, potrafili przegadać całe przerwy, chodzić razem na stołówkę. Jednak nadszedł koniec roku szkolnego. Michał kończył gimnazjum, a ona dopiero pierwszą klasę. Zarówno jemu, jak i jej było smutno. Ale tylko dziewczyna pokazała część tego uczucia, które dusiło się w niej.
Aby nie stracić kontaktu z drugą osobą, wymienili się numerami. Każdego dnia wysyłali ogromne ilości sms-ów. Będzie tęskniła, to pewne. Za jego głosem, za jego oczami, za jego uśmiechem, za nim... I wtedy odkryła, że lubi go troszkę bardziej, niż przyjaciela. To uczucie było... inne. Sprawiało, że uśmiechała się, kiedy stała przed lustrem z samego rana, lub kiedy szła na przystanek...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...