Witajcie~
Mam dla Was rozdział dłuższy niż zwykle. To dobrze, prawda?
Za błędy przepraszam, komentujcie, jestem ciekawa Waszej opinii :3
Rozdział oraz kolekcja Yongguka z dedykacją dla Justyny ♥
Miłego czytania ^^
-----------------------------------------------
Byliśmy z Zelo razem od roku, a Sunny przy mojej drobnej pomocy zapomniała o Andrew- w końcu tworzy świetną parę z Youngjae. Pewnego dnia do moich drzwi zapukała Aneta. Przyprowadziła tatę. Na początku byłam skrępowana całą ta sytuacją, i jego bliskością (przez tyle lat był w innym kraju, a nagle stoi obok mnie).
Wyjaśniliśmy sobie wszystko, i muszę przyznać, że mam z nim lepszy kontakt niż miałam z mamą w Polsce. W połowie lipca razem z Zelo pojechałam odebrać z lotniska Kasię, która rozpoczęła naukę na tym samym kierunku. Studia przebiegały bardzo dobrze. Unnie nie miała żadnych problemów, pomimo tego, że musiała nadrobić pierwszy rok. Himchan powiedział mi i Sunny, że Andrew wrócił na stałe do rodzinnego miasta i tam studiuje.
Zbliżał się występ B.A.P. Dostałam bilety od Zelo. Razem z Sunny i Unnie z chęcią zasiadłyśmy na widowni. Miałam dla Kasi niespodziankę. B.A.P bardzo dobrze znało się z SHINee- zespołem, w którym dziewczyna miała swojego biasa- był nim Taemin. Po występie zaciągnęłam ją za scenę. Za chwilę wpadł Zelo.
- Teraz?- Zapytał mnie z ciekawością.
- Tak, chyba że go nie ma- zrobiłam smutną minę.
- Jest! Już lecę!- Zdyszany pobiegł do garderoby.
- O co tu chodzi?- Zapytała zdezorientowana Kasia. Nie odpowiedziałam jej, bo już słyszałam głos Zelo. Wypadli zza ściany. Kasia była zaskoczona.
- Annyeonghaseyo- powiedział Taemin. Dziewczyna odpowiedziała mu cicho i przeszliśmy do kawiarenki. Unnie była bardzo spokojną osobą i bardzo delikatną (pokazywała swoje prawcziwe ''ja''tylko w moim towarzystwie). Potrafiła pięknie rysować, dodatkowo grała na fortepianie. Mało tego! Los obdarzył ją niezwykłym głosem. Podobnie jak Teamin'a. Pasowali do siebie… Nie trzeba było długo czekać na porozumienie między nimi. Dowiedziała się, że całe SHINee wraca jutro do Korei.
-Chciałabym lecieć z nimi, a przynajmniej tym samym samolotem. Wynajęłabym jakąś kawalerkę, ale... nie wiem, co o tym myślisz- powiedziała niepewnym głosem.
-To, że lubimy się niańczyć nawzajem, nie znaczy że zabronię ci gonić za marzeniami, szczególnie za nim- pokazałam drogę prowadzącą do garderób ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Gomawo~ Ale pamiętaj, czekam na ciebie- wykrzyknęła i rzuciła mi się na szyję.
- Obiecaj mi coś- zaczęłam.
-Że będziecie grzeczni, gdy zostaniecie sami...- wyszczerzyłam zęby.
Kasia zatrzymała się u mnie, więc wróciłyśmy razem. Po powrocie do domu zaczęła się pakować a ja jeszcze pobiegłam do sklepu. W najbliższym sklepie był przeprowadzany remont, więc musiałam chodzić do marketu niedaleko piekarni obok szkoły. Przechodziłam obok domu Andrew. Przeszył mnie dreszcz. Zobaczyłam go idącego w moją stronę. A Himchan mówił, że jest u mamy! Co ja teraz zrobię? Co będzie, jeżeli powtórzy co, to zrobił jakiś czas temu? Jeżeli wyjdę z tego cało, porozmawiam sobie z divą. Miałam wrażenie, że serce mi stanęło. Zrobiłam dwa kroki do tyłu, lecz usłyszałam:
- Nie bój się, proszę, porozmawiajmy.
- Obiecuję, że nawet cię nie dotknę.
- W takim razie, słucham.
- Chciałem cię przeprosić za... wszystko.
- Nie mnie masz przepraszać.
- To pobicie... poniosło mnie.
- Jak możesz mówić to tak lekko?
- Posłuchaj Sora!- podniósł głos, aż podskoczyłam. Chłopak widząc to zakrył na chwilę usta- mam problemy, policja mnie szuka...
- Mwo? Co zrobiłeś?- odezwało się we mnie... współczucie?
- Mój szef dowiedział się o moim zachowaniu w szkole, i straciłem pracę. Mój kolega jest głową pewnego gangu, więc już jest OK z kasą, ale co z tego, skoro grozi mi więzienie za narkotyki, i zabójstwa...- szczęka opadła mi chyba do samej ziemi. Zaczęłam się zastanawiać czy to ten sam Andrew, którego poznałam przez internet?
- My...- zaczęłam się jąkać- n-nie mamy o czym... ta rozmowa po prostu nie ma sensu. Czego ty w ogóle ode mnie chcesz?!
- Zrozumienia...- podszedł do mnie, i położył jedną dłoń na moim ramieniu, a drugą na policzku- towarzystwa... ciebie- w tej chwili jego usta połączyły się z moimi. Natychmiast odepchnęłam go, i odsunęłam się nerwowo do tyłu.
- Czy ci całkiem odbiło?!
- Ja.. ja myślałem...
- To nie myśl, bo ci to nie wychodzi! Za kogo traktujesz Sunny? A Zelo? Czy Himchan ma się za ciebie wstydzić?!- chłopak uniósł brwi i spojrzał mi w oczy.
- Jest za późno. Posłuchaj mnie chociaż raz i zostaw nas wszystkich w spokoju.
- Sora... proszę- przytrzymał moją rękę. Wyrwałam mu się, i uderzyłam z całej siły jego policzek- nie wiedziałam, że byłam w stanie uderzyć tego samego chłopaka, który wcześniej zrobił to samo ze mną.
Wściekła ominęłam chłopaka, ale on dobiegł do mnie i powiedział:
- Mój kolega wie o tobie dużo, o Choi Junhong'u też, więc nie jesteście bezpieczni. Będzie chciał się zemścić za... z resztą nie musisz o tym wiedzieć. Jeżeli pójdziesz ze mną, a ślicznego maknae po cichu się wykończy, będziesz bezpieczna. Nawet włos z głowy ci nie spadnie.
- Ty psychopato! Wściekła pobiegłam w stronę domu, Andrew krzyczał z oddali : "Będę za 2 dni o 20, punktualnie!" Zła a zarazem wystraszona zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Odgarnęłam włosy z czoła, i wyjrzałam przez okno na pustą ulicę. Do moich uszu doszedł dźwięk dzwonka do drzwi. To tata.
- Hej córka~ Kiedy wylatujesz?- Zapytał z ciekawością.
Dowiedziałam się, że mama chciała się ze mną skontaktować. Na szczęście nie wiedziała, że poznałam tatę. Nie chciałam utrzymywać z nią kontaktu.
Tato pracował w jednej z największych firm w Ameryce, która miała swój oddział właśnie w Seulu.
-Myślę, że chociaż w małej części odpłacę to, co zrobiłem.
Był niesamowity. Podobało mi się to, że nie chciał mnie przekupić. Po prostu chciał mi ułatwić życie, chciał, żebym poczuła, że jest przy mnie. Dosyć późno, ale jest. Tata… to tak ładnie brzmi… Przynajmniej babcia okazała się prawdomówną osobą. Co dostałam od taty? Dom w centrum miasta. Z utrzymaniem kontaktu z nim nie było problemu, ponieważ szef przeniósł go do Korei.
Gdy wrócił do siebie ja rozpoczęłam pakowanie. Wyglądało równie spontanicznie, jak pakowanie się w Polsce.
Następnego dnia, z samego rana wpadła dwójka żarłoków i wyjadła całą zawartość lodówki oszczędzając tylko półki. Hmm, przynajmniej nie będę musiała nic wyrzucać.
-No młoda, spakowana?- Zapytał Himchan.
-Tak, a wy?- Spytałam, wypijając resztę mleka.
-Jeszcze lider spakuje swoją wystawę czołgów i będziemy gotowi- zaśmiał się Zelo.
-Życie cały czas nas zaskakuje- Himchan'a wzięło na przemyślenia.
-Zanim wstąpiłem do wytwórni, mój tata powiedział mi, „Kto nie ma odwagi spełniać swoich marzeń, nie będzie miał sił do walki”- dodał Zelo, łapiąc mnie za rękę.
-Po czterech dniach bycia tutaj maknae stwierdził: „Niech stanie się coś ciekawego”. I co? Następnego dnia pojawiłaś się na koncercie. Przypadek?
-Nie sądzę!- Wyrwał się Zelo.
W ostatnim dniu przeszłam się po mieście, aby po raz ostatni zobaczyć go w całości. Samolot wylatywał o 12.30, co oznacza że ucieknę przed Andrew. Ale... jeżeli to, co powiedział jest prawdą? Nie będziemy bezpieczni już nigdzie. Obwiniałam się za tą sytuację. Teraz zastanawiam się, czy powiedzieć o tym divie. Co prawda zrezygnowałam z wypytywania się skąd miał informacje, że Andrew jest w rodzinnym mieście, ale o tym całym gangu powinien wiedzieć.
Chłopaki razem z managerem przyszli do mnie o 10. „Trzech muszkieterów”, czyli Yongguk, Jongup i Daehyun zaczęli grać na konsoli, Youngjae poszedł do Sunny, manager oglądał dom, a Zelo wraz z Himchanem byli ze mną w kuchni. Spojrzałam na Junhong'a. Widywałam już na jego twarzy ten wyraz zamyślenia. Teraz oparł się o blat ze szklanką soku malinowego w dłoni i skrzyżował nogi w kostkach.
- Coś się stało?- Zapytałam.
- Zastanawiam się, co może teraz robić Andrew…
- Zelo! Jeszcze ci mało?- Odpalił Himchan- jest u mamy i studiuje. Nie wydziwiaj!- popatrzyłam na Himchan'a żeby spróbować ocenić jego prawdomówność. Niestety, teraz jego twarz była jak skała.
Diva widząc podjeżdżające auto krzyknęła:
- Wychodzimy ludzie!
Pod dom podjechał wielki samochód. Wpakowaliśmy do niego wszystkie nasze rzeczy i wróciliśmy do domu. Rozmawiałam z managerem. Powiedział mi, że od koncertu maknae jest wesoły, nie narzeka na długie treningi, nawet chętnie robi pranie.
-Dzieci drogie kończcie tą grę!- Krzyknął.
Lider przywrócił wszystkich do porządku i wyszliśmy przed dom. Te 15 minut było jak 3 godziny. Nerwowo chodziłam w miejscu, ale to mnie nie uspokoiło . Po chwili wyruszyliśmy na upragnione lotnisko.
Lot był bardzo wesoły. Nikomu się nie nudziło, lecz gdy byliśmy nad Europą zdrzemnęliśmy się. Obudził mnie Zelo. Chwycił moją dłoń i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
Dzięki tacie miałam dobrze umiejscowiony dom, a dorm B.A.P był na końcu tej samej ulicy. Pomimo tego, że tato mieszkał w drugiej części miasta, spotykaliśmy się często. Nie było żadnego znaku od Andrew, więc z czasem zapomniałam o jego propozycji na krótko przed wylotem.
- Ciociu! Masz może żelki?- zawołała Minyoung
Zeszłam do kuchni i podałam jej słoik pełen jej ulubionych słodkości
- A co się mówi?- głos Kasi dobiegł z salonu
- Dziękuję~!- Powiedziała i wybiegła na taras. Ten brzdąc ma już 5 lat…
Razem z unnie szukałyśmy pracy od 3 tygodni. Miałyśmy szczęście- niedaleko otwierali kawiarnię i potrzebowali pracowników.
Obudził mnie śpiew ptaka paradującego na parapecie. Przetarłam dłońmi oczy. Zobaczyłam, że zapowiada się piękny, słoneczny dzień.
Zeszłam na dół i przygotowałam sobie śniadanie. Na stoliku zobaczyłam karteczkę od Zelo- pojechał na nagranie, ale wróci jak najszybciej się da. W tej chwili usłyszałam otwierające sie drzwi.
-Annyeong- powiedziała Unnie
Po wypiciu kawy, wyszłyśmy do pracy. Godziny były bardzo dobre, ponieważ od razu po skończeniu zmiany poszłyśmy odebrać małą Minyoung z przedszkola. Dzisiaj Kasia organizuje przyjęcie z okazji urodzin swojej córeczki.
Po przyjściu z pracy rozsiadłam się wygodnie w salonie i czekałam na powrót Junhong'a. Wzięłam z półki pamiętnik, który codziennie uzupełniałam. Miałam go zawsze przy sobie, nawet na koncertach. Wpisałam do niego wydarzenia z dzisiejszego dnia, po czym odłożyłam go z powrotem na półkę, i zamknęłam oczy. Myślałam nad wszystkim, co wydarzyło się od zakończenia liceum, aż po dziś. Szczęście. Hmm... jednak tam na górze ktoś nade mną czuwa. Gdyby ktoś powiedziałby mi gdy jeszcze byłam w Polsce, że będę z moim biasem a dodatkowo odnajdę tatę... wyśmiałabym tą osobę.
Studia? Zakończone wręcz celująco. Praca? Miła, dobrze płatna. Przyjaźń? Cały czas była przy mnie. Miłość? Głęboka, szczera. Smutek? Na razie nie ma zamiaru wrócić- chyba...
Po powrocie Zelo do domu usiadł obok mnie, i rozmawialiśmy o nagraniu, o pracy, i o tym, że... trzeba już wychodzić. Nie chcieliśmy się spóźnić, bo Minyoung byłaby smutna. Gdy Choi trochę odpoczął, ubraliśmy się, wzięliśmy nie miały prezent dla solenizantki i wyszliśmy z domu.
Lampy natrojowo oświetlały ulicę, a park nabierał całkiem nowego wyglądu, przez co zwiększył się jego urok. Liście były lekko unoszone przez przyjemne podmuchy wiatru. Zarówno liście, jak i moje włosy opadały na czoło, a za chwilę unosiły się beztrosko. Zelo trzymał mnie za rękę, aż do pewnego momentu. Zatrzymał się, i popatrzył prosto w moje oczy.
- Mamy jeszcze chwilę czasu, więc może...- nie dokończył, tylko wziął mnie do ciemnej alejki parku. Oparł mnie o wysokie drzewo, i gwałtownie wpił się w moje usta. Założyłam ręcę na jego szyje, a on objął mnie w pasie. W pewnej chwili wziął mnie za ręce, i znów oparł o drzewo. Zaczął składać pocałunki na mojej szyi, a ja bawiłam się jego puszystymi kosmykami włosów. Nagle przestał, położył głowę na moim ramieniu i wyszeptał wprost do ucha:
- Reszta w domu- Złapał mnie ra rękę, i ruszyliśmy w stronę przyjęcia. Drzwi otworzyła Minyoung
- O, jesteście punktualnie! Mamooo! Ciocia i wujek przyszli!- weszliśmy do korytarza, a dziewczynka pobiegła do salonu.
Po zaśpiewaniu 'Saengil chookha' nadszedł czas na prezenty. Sunny podarowała jej sztalugę, i płótna, a ode mnie i Zelo zapas farbek, pędzli i pasteli oraz ogromnego misia. Gdy Minoyung wtuliła się w pluszaka, ciężko było ją zobaczyć. Skąd ta drobna dziewczynka miała tyle energii? Liczne samoloty, wygłupy, łaskotki nie męczyły jej, wręcz przeciwnie- jeszcze bardziej nakręcały do zabawy.
Zbliżała się 20.30, a ten brzdąc nadal nie spał.
-Minyoung! Zanieś prezenty do swojego pokoju, i zbieraj się powoli do spania.
Córka podziękowała za prezenty, każdemu dała słodkiego przytulasa, i zaczęła się wspinać po schodach z wielkim, puchatym miśkiem. Gdy została uśpiona przez mamę, rozsiedliśmy się w salonie, i rozmawialiśmy. Poruszyliśmy wiele tematów, spędzając miło czas. Razem z Kasią zostawiłyśmy ich samych i wyszłyśmy na zewnątrz.
- A ty nie chciałaś ze mną lecieć...- unnie zaśmiała się. Obserwowałyśmy gwiazdy rozrzucone po niebie.
-Widzisz? Marzenia się spełniają...