poniedziałek, 23 grudnia 2013

Ogłoszenie !

              Chciałam Was bardzo przeprosić za to, że nie dodałam jeszcze IX rozdziału. Myślę, że wynagrodzę wam to dodając IX i X rozdział na raz :) Kolejna rzecz to ... WESOŁYCH ŚWIĄT~
życzę wam zdrowia, spełnienia marzeń(szczególnie tych azjatyckich :3 ), realizacji swoich planów, uśmiechu, radości w serduchu, i czego sobie jeszcze zażyczycie ^^
Kolejne życzenia są dla Justyny B.A.P oraz Taeyeon: miejcie do mnie (najlepiej nie kończącą się) cierpliwość ♥

wtorek, 17 grudnia 2013

[Dreams] Rozdział VIII

Miłego czytania ^^
--------------------------------------------

                Zabrałam sałatkę i rozsiadłam się wygodnie na sofie. Trafiłam na kanał rozrywkowy. Usłyszałam, że mój ulubiony zespół ma występować w mieście i to całkiem niedaleko miejsca, w którym mieszkam. Koncert odbędzie się jutro późnym popołudniem.
                Zawsze sobotnie wieczory spędzałam z Kasią. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, że jej nie zawiadomiłam o moim wyjeździe. Jak to wyglądało? Nie powiedziałam swojej przyjaciółce, z którą znam się kilkanaście lat, że się wyprowadzam. Ona mówiła mi o wszystkim a ja uciekłam na koniec świata bez słowa. Dostałam wiadomość od babci:


 „Kasia przybiegła do nas cała we łzach, chce to wyjaśnić. Zadzwoń do niej…”

Pewnie jest na mnie tak zła, że mogłaby mnie zabić gołymi rękami. Od razu wykonałam telefon do unnie. Jak na odległość, która nas dzieliła odebrała bardzo szybko. Usłyszałam  podciąganie nosem. Nie mogłam tego słuchać- napłynęły mi  łzy do oczu. Powiedziałam niepewnie :
-Unnie? Mianhaeyo... Ja… ja po prostu byłam w szoku, bo dzień po zakończeniu roku miałam wylot...- nie dostałam odpowiedzi, tylko co chwilę do moim uszu dochodziły dźwięki szlochania.
-J-jak mogłaś mi coś takiego zrobić. JAK ?!- szybko odsunęłam telefon od ucha. Pomimo smutku nadal potrafiła krzyczeć. Nie dziwiłam się, że jest zła- postawiłam się na jej miejscu. Nie pozwalała mi dojść do słowa, dalej mówiła mocno podniesionym głosem. Jednak, po dłuższej chwili  zmieniła ton na łagodniejszy.

-Nie chcę dzisiaj o tym rozmawiać. Zadzwonisz do mnie jutro?
- Jasne, jeśli chcesz zadzwonię z samego rana. Dobranoc…
Miałam ochotę cofnąć czas. Przez tą sytuację nie mogłam zasnąć.

niedziela, 15 grudnia 2013

[Dreams] Rozdział VII

 Przepraszam, ten rozdział jest wyjątkowo krótki T.T Obiecuję, że kolejny będzie dłuuuższy :)
Zachęcam do komentowania, miło mi jest czytać Wasze opinie. Następny rozdział dodam we wtorek ^^                     
-----------------------------------------------

                 Idąc wzdłuż ulicy zobaczyłam pewnego Koreańczyka, który przypominał mi kogoś. Był ubrany na sportowo: zielona bluza z kapturem, czarne dresy, i czerwone adidasy. Słońce idealnie rozpromieniło jego twarz, a ciemnym, brązowym włosom dodało blasku. Minęliśmy się z lekkimi uśmiechami na twarzach. Gdy odwróciłam się, widziałam jak wchodzi do domu obok mojego. Interesujące...
                 Wracając ze sklepu zobaczyłam go jeszcze raz, tym razem jak wnosi meble do domu. ''Przypadek?''-powiedziałam pod nosem, i poczułam jak wiatr rozwiewa moje gęste włosy. Był zdecydowanie silniejszy niż ten w Polsce, oczywiście biorąc pod uwagę tą porę roku. Chłopak uśmiechnął się gdy zobaczył, że patrzę się na niego. A ja...? Odwzajemniłam to.
                 Po powrocie z zakupów zajęłam się za rozpakowaniem mojej ogromnej walizki i torby. Otworzyłam okno i zaczęłam układać ubrania w garderobie. Szkoda, że dopiero po zakończeniu pracy zauważyłam, że pokój jest połączony z garderobą, więc nie musiałam chodzić na około przez korytarz. Na półce nad biurkiem poukładałam fotografie, a kosmetyczkę położyłam na szafce pod oknem. Muszę przyznać, że łóżko było bardzo duże, i wygodne.
                    Gdy przebrałam się w turkusową bluzkę z krótkim rękawem, i czarne spodnie, zeszłam na dół do kuchni. Przyrządzenie kurczaka poszło mi dość sprawnie, tak samo jak i jego konsumpcja. Powróciłam do rozpakowania rzeczy, ale tym razem rozstawiałam je w całym domu. Chciałam poczuć się jak u siebie. Włączyłam w telefonie listę odtwarzania, i położyłam go w salonie, dzięki czemu piosenki było słychać nawet w najdalszym pokoju; muzyka umiliła mi dalsze zajęcia.
                    Wielkimi krokami zbliżał się wieczór. Odruchowo zawołałam psa, lecz odpowiedziała mi cisza. ''Ty głupia- przecież mieszkasz sama!''-westchnęłam. Będę musiała przywyknąć. Założyłam moje białe trampki nad kostkę. Wyszłam z domu w krótkich zielonych spodenkach, i żółtym topie. Do uszu dobiegła melodia piosenki, wsłuchałam się w nią, i... skręciłam w stronę przeciwną do sklepu. Mój wzrok błądził po każdej kostce chodnika, gdy nagle poczułam, że uderzam głową o coś. To nie mogło być drzewo lub budynek- było za miękkie. Gdy podniosłam głowę zobaczyłam twarz chłopaka: duże, brązowe oczy, ciemne włosy, które zostały rozświetlone przez jedną z lamp. Jego twarz była smukła. Na swoich plecach poczułam delikatny uścisk, był taki... miły! Staliśmy naprzeciw siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Uświadomiłam sobie, że stoimy zbyt blisko siebie- nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Odsunęłam się, i powiedziałam lekko zdezorientowana:
-Przepraszam, zamyśliłam się...- Chłopak uniósł brwi spoglądając na moje krótkie spodenki i top.
- Ciesz się, że zdążyłem wejść pomiędzy ciebie, a to drzewo- powiedział ciepło.

-W każdym bądź razie jestem Andrew, i bardzo miło mi cię poznać- jego uśmiech był niesamowity. Zrozumiałam, że to jest ten sam chłopak, którego kilka godzin temu widziałam przed domem!
- Dziękuję Andrew. Ja mam na imię Ola i również miło mi cię...- głos zaczął mi się trząść. Całkowicie odskoczyłam od tematu:

- Jesteś koreańczykiem?- Chłopak stanął lekko zdziwiony, lecz promienny uśmiech nie zszedł mu z twarzy.
-Tak, czy aż tak bardzo wrzucam się w oczy?- Przeczesał palcami swoje puszyste włosy, przez co zaczęliśmy się śmiać.
- Widziałem, jak wchodzisz do tamtego domu. Czy...- natychmiast mu przerwałam:

- Tak to mój dom, mieszkam tutaj od... paru godzin.- uśmiech nie zszedł mi z twarzy. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, a potem wróciłam do domu. Kompletnie zapomniałam o sklepie, więc jedyne co mogłam zjeść na kolację była sałatka owocowa...

[Dreams] Rozdział VI

-Ty pewnie jesteś Ola?
-T-tak- odpowiedziałam niepewnie.
-Nie bój się, wejdź do środka- powiedziała ciepło, po czym wzięła moje walizki i wniosła je do domu. Gdy weszłam, oniemiałam. Mimo, iż dom z zewnątrz wydawał się niewielki, okazało się, że wcale nie jest mały. Z holu widziałam część dużego salonu, i kuchnię, która w stosunku do salonu była skromniejsza, ale tylko pod względem umeblowania. Schody, które ujrzałam stojąc w holu prowadziły na górę.
-Śmiało, wejdź!- powiedziała ciepło, a ja w tym momencie usłyszałam dźwięk otwieranej lodówki. Szłam lekko zaskoczona, ale z każdym krokiem czułam się pewniejsza(przynajmniej się starałam). Wchodząc do kuchni zadziwiłam się wystrojem. Mój lekki zachwyt stał się zbyt widoczny, bo miła pani powiedziała:
-Widzę, że ci się tu podoba. Starałam się projektować pod twój gust, pomimo tego że cie znałam osobiście- stałam jak wryta. Chciałam zachować spokój, więc powiedziałam niezdecydowanym i lekko zdenerwowanym głosem:
- A czy mogłaby mi pani powiedzieć, kim pani jest?!-widząc moją opanowaną złość odparła:
-Usiądź, właśnie chcę o tym z tobą porozmawiać- Zrobiłam to dość gwałtownie. Po mnie od razu usiadła ona; zamyśliła się na moment. Siedziałyśmy w ciszy dobre kilka minut, ale w końcu przełamała się:
-Rozumiem cię, też byłabym zła i zdenerwowana...
-Czy mogłaby pani w końcu zacząć?- Próbowałam powiedzieć to łagodnie, no cóż... nie wyszło.
-Gdy twój ojciec dowiedział się, że przyjdziesz na świat, stchórzył. Wyleciał do Anglii, zaszył się tam i nie mieliśmy z nim żadnego kontaktu. Wrócił, ale był przybity i roztrzęsiony. Pocieszałam go, lecz był zbyt zamknięty w sobie. Powiedział że zacznie wszystko od nowa. Łudziłam się, że wróci do twojej mamy, ale ona nie chciała już go widzieć. Znalazł sobie nową. Nikt nie akceptował ich związku, więc wylecieli razem do Anglii. Tak samo jak i pierwszy, drugi związek również nie przetrwał. Od tamtego momentu wracał do nas na święta. Chciał się z tobą spotkać wielokrotnie, ale twoja mama mu nie pozwoliła. Po tych kilkunastu latach dostałam maila, że chciałabyś się spotkać z naszą mamą, lecz przez zachowanie taty nie była w stanie rozmawiać, poza tym miała bardzo poważną chorobę kręgosłupa.
Minęło kolejne kilka lat, i teraz siedzisz tutaj i słuchasz jak to było wcześniej...
-Czyli... pomimo tego, ile złych rzeczy mama mi o nim powiedziała on chciał się spotkać?- spytałam, pociągając nosem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Więc teraz powinnaś się domyślić, kim jestem.
-Prawdopodobnie jesteś moją ciocią, a gdzie on jest teraz?- Byłam całkiem zdezorientowana. Sytuacja jak z jakiejś zakręconej bajki. Aneta-bo tak miała na imię, odpowiedziała na moje lekko puste pytania, a następnie poszłyśmy zwiedzić dom.
                  Ruszyłyśmy w stronę salonu. Pierwsze, co wrzuciło mi się w oczy, to telewizor, który miał około 50 cali. Zobaczyłam na nim nalepkę ''SMART TV''. Uśmiechnęłam się lekko. Na przeciw tego olbrzyma stała sofa w beżowym kolorze. Między sofą a telewizorem, na całą ścianę, rozciągało się wejście do ogrodu, w którym m.in. zauważyłam huśtawkę. Odezwało się we mnie dziecko. Z radością podbiegłam do niej i zaczęłam się huśtać. Aneta zaśmiała się ciepło. Gdy już ''wróciłam do siebie'', poszłyśmy na górę. Gdyby nie to, że wychyliłam się zza ściany po lewej stronie, pomyślałabym, że na górze nie ma żadnego pokoju. A jednak... znajdowały się tu trzy pomieszczenia. Jeden z pokoi był malutki, więc pomyślałam, że wykorzystam go jako garderobę. Tuż przy niej znajdował się pokój, który wymiarami i wyglądem kojarzył mi się z moim pokojem w Polsce, gdyż naprzeciwko drzwi, na prawie całej ścianie, rozciągało się okno, przez które widziałam całe miasto. ''Taksówkarz miał rację mówiąc, że będę zadowolona''- pomyślałam. Kolejne lokum było spore, więc postanowiłam urządzić w nim pokój gościnny. Obok pokoju dla gości mieściła się łazienka, która była w kolorach granatu i bieli.
                  Korytarz był dobrze oświetlony, ponieważ po jego dwóch stronach znajdowały się duże okna. Hmm... będę musiała się przyzwyczaić do tych kręconych schodów. Po oglądnięciu całego domu wróciłam do kuchni. Zegar wskazywał godzinę 13. Przepraszam- 1pm. Spytałam Anetę :
- Czy jest niedaleko jakiś sklep?
- Tak, musisz tylko przejść przez tamto skrzyżowanie. Jeśli chcesz, mogę iść z tobą- odparła ciepło. Wolałam iść sama(nie byłam arogancka, po prostu chciałam iść sama). Chciałam ochłonąć atmosferę tego miasta w samotności. W tym momencie usłyszałyśmy dźwięk przychodzącego smsa. Po chwili usłyszałam, że Aneta musi jechać do pracy. Opuściła dom, a ja zostałam sama. Wzięłam z blatu klucze, i wyszłam żeby kupić sobie coś na obiad. ''Znając życie będzie to kolejny kurczak''- zaśmiałam się do siebie.

[Dreams] Rozdział V

Przepraszam za długą przerwę, za długie czekanie dodaję 3 rozdziały ^^

--------------------------------------------------------------------------------- 


              O 8 wyjechaliśmy z domu. Pierwszym miejscem do którego pojechaliśmy był hipermarket. Jak to z dziadziem zakupy były spore- cały bagażnik był zapchany. Kolejnym miejscem była apteka ze względu na to, że nie wypuszczono by mnie bez podstawowych środków medycznych. Ostatnim miejscem był długo oczekiwany bank.
                 Po wybraniu pieniędzy przeznaczonych na wylot, wróciliśmy do domu. Muszę przyznać, że ten market dał mi trochę popalić. Gdy weszliśmy, ktoś musiał rozpakować torby. Wypadło na mnie... Do wylotu zostało mi około 10 godzin. Aby trochę ochłonąć, wyszłam z psem na spacer. I tak kolejna godzina uciekła... Mamy jak zwykle nie było w domu- ''Jak jest potrzebna to nigdy jej nie ma, apotem się czepia...''- pomyślałam, i poprosiłam babcie o pomoc. Spakowałam ręczniki, apteczkę, a z pozostałymi rzeczami uwinę się po obiedzie.
              Jak wcześniej postanowiłam, zapakowałam drobiazgi- no, może nie były to takie dosłowne drobiazgi, bo zajęły mi 3 godziny. Pilnowałam uważnie czasu do wylotu- 5 godzin. Położyłam się na łóżku, i rozmyślałam nad bagażem. Z tego wszystkiego zasnęłam. Moja drzemka trwała 40 minut. W pewnym momencie do pokoju wpadł dziadziu :
-Wstawaj! Nie ma czasu na leżakowanie!- Miał donośny głos, więc od razu zerwałam się na proste nogi.
-Przecież mam jeszcze 5 godzin, nie licząc dojazdu.
-Dzwonili z biura podróży, że ze względu na strajk na lotnisku wszystkie loty zostają przesunięte o 2,5 godziny- Wyluzowałam się, w końcu z 4 godzin zrobiło się 6. Szczęście nie trwało długo, dziadziu dokończył
- do przodu...
-ŻE CO ?!-krzyknęłam głośno. Dzięki tej informacji nie musiałam pić kawy. Kontynuowałam:
- Czyli musimy już wyjeżdżać!
- Właśnie dlatego sprawdź czy wszystko wzięłaś- Z tymi słowami wyszedł z pokoju, a ja po dojściu do siebie zrozumiałam, że mam około 40 minut na ogarnięcie swojej osóbki. Rozczesałam włosy, po czym włożyłam szczotkę do torby. Zniosłam walizkę razem z torbą na dół. Znając komunikację miejską wieczorem musiałam już wyjeżdżać. Nie ukrywam- podejrzewałam korki, a nie chciałam, wręcz nie mogłam się spóźnić na ten samolot. Oczywiście musiałam jeszcze trafić do samolotu.Pożegnałam się z babcią, mamą, małą. Dziadziu zaniósł moje bagaże do samochodu. Wsiadłam do auta ze ''świeczkami'' w oczach. Najtrudniejszą rzeczą było powstrzymanie łez przed spłynięciem po moich lekko zarumienionych policzkach. Lampy nastrojowo oświetlały ulice, a kolorowe telebimy tworzyły specyficzną atmosferę. Co prawda nie było może jak w Tokio, ale w końcu w Polsce nie należy się zbyt dużo spodziewać. Oczywiście jak najbardziej szanuję mój kraj...
                Idąc przez halę lotniska w szybkim tempie miałam rozpuszczone włosy, które bardzo ładnie się ułożyły, tylko dlaczego dopiero na lotnisku? Było chłodno, więc pomimo ogrzewanej sali miałam na sobie bluzę, którą ściągnęłam po zajęciu miejsca w samolocie. Pod spodem miałam jasny podkoszulek. Dla wygody założyłam ciemne adidasy nad kostkę i jeans'y z długimi nogawkami. Całość dopełniała duża, fioletowa torba, która pełniła jednocześnie rolę mojego bagażu podręcznego. Przez czas trwania lotu nie zmrużyłam oka choć na chwilę. To mój pierwszy lot, bałam się, że mogłabym przegapić, np. ładne widoki. Gdy się denerwuję, jem w dużych ilościach, więc bufet trochę na mnie zarobił. Zaczęłam się zastanawiać, za ile będziemy na miejscu. Zaczepiłam stewardessę, odpowiedziała, że dolecimy za godzinę. Dowiedziałam się, że jest wi-fi. Internet umilił mi czas. W pewnym momencie usłyszeliśmy głos pilota:
-Proszę państwa, proszę się przygotować, lądujemy- Dziwne, że dopiero gdy prawie jestem na miejscu rozsiadłam się wygodnie w fotelu. Lądowanie było dość spokojne, czego nie można było powiedzieć o znalezieniu mojego bagażu.
Wychodząc z lotniska zatrzymałam taksówkę, i podałam adres kupionego domu przez dziadków. Ze względu na drobne korki dojechałam tam w 40 minut. Kierowca okazał się przyjaznym człowiekiem, i zaczął ze mną rozmawiać: powiedział mi trochę o dzielnicy, i powiedział, że będzie mi się tutaj dobrze mieszkało. Podziękowałam mu za informacje, zapłaciłam, po czym wysiadłam z samochodu i stanęłam przed małym domkiem. Zanim zdążyłam złapać za klamkę, drzwi otworzyła nieznajoma pani. Byłam do niej niesamowicie podobna...                    

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...