środa, 2 lipca 2014

[Teen Top- L. Joe] Coś za coś, ktoś za kogoś 2/2

Za wszelkie błędy przepraszam~
----------------------------------------------------------


Siedzący Minwoo pomiędzy Wami. Joe jedną ręką Cię obejmuje, druga ociera łzy z twarzy dziecka. Opierasz głowę na jego klatce, on w odpowiedzi pogłębia uścisk. Cisza przerywana płaczem, wspomnienia uderzające z ogromną siłą Waszą dwójkę...
Powoli, stopniowo małe kropelki zaczynają uderzać o dach, parapety. Wraz z nimi Minwoo zerwał się i wybiegł z pokoju. Po kierunku wiedziałaś, że pobiegł do swojego pokoju. Zaraz jego sylwetka pobiegła w drugą stronę. Wzięłaś z siebie jego ręce.
- Minwoo!
Chciałaś wstać, ale jego ręce znów znalazły się na Tobie, trzymały Cię tak, żebyś nie pobiegła za dzieckiem.
- Puść mnie. On może uciec, nie rozumiesz?!
- Właśnie leży na środku w ogrodzie. Przeszkodzisz mu?- spytał, łapiąc Cię za podbródek i podnosząc twarz do góry, tak, żebyś spojrzała mu w oczy. Widziałaś zbierające się łzy.
- Ja...- obejrzałaś się ostatni raz na drzwi. Postanowiłaś zostawić go samego, póki jeszcze deszcz był lekki. Odwróciłaś się z powrotem do Byunghun'a. Rozpłakałaś się, przypominając sobie wszystkie chwile spędzone z nim. To, co razem przeżyliście... Możecie opisać tylko Wy...
- Uljima~
- Tęskniłam- pociągnęłaś nosem- na prawdę... Ja nadal...- miałaś już dokończyć, ale chłopak wpił się w Twoje usta, uniemożliwiając Ci to.

~*~

Czy ten pan, który jest bardzo daleko... ma jakiś związek z tym naszyjnikiem?
Czy moja mama żyje?
Nie jesteśmy bezpieczni, a ten chłopak jest podejrzany!


~*~
- Przejdźmy się.
- Ale pada.
- Kiedy potrzebujesz przemyśleć kilka spraw, lub po prostu zostać sama, uciekasz do ogrodu i kiedy pada, leżysz na trawie. A ja kiedy potrzebuję tego samego, chodzę właśnie w deszczu. Idziemy?
- Zawołam Minwoo.
- Nie możemy iść sami?- spytał z nadzieją.
- Uh...- zamyśliłaś się. Nic więcej nie mówiąc, wyszłaś z pokoju, kierując się do pokoju chłopca.
- Minwoo, Gwenchana?
- Nie martw się. A teraz idź z nim- odpowiedział sucho.
- Oh, Minnie~
- Idź! Chcę być sam... proszę- popatrzył na Ciebie zapłakanymi oczętami. Nie mogłaś na to patrzeć. Usiadłaś obok niego na łóżku i przytuliłaś go.
- Jak wrócę, opowiem Ci o deszczu- uśmiechnęłaś się. Pogłaskałaś go i wyszłaś pewnym krokiem z pokoju.

~*~

- Nie wiem co o tym wszystkim myśleć...
- Ja bałbym się bardziej o to, jak to skończyć- odparł smutno. Poczułaś, że splata palce Waszych dłoni ze sobą.
- Musimy uważać na Minwoo. A co z tym?- wyjęłaś z kieszeni naszyjnik z wielkim okiem.
- Na razie to zatrzymamy.
- A nie lepiej tego oddać i mieć święty spokój...- westchnęłaś.



- N-no co?- zarumieniłaś się, kiedy tak na ciebie popatrzył.
- Chcesz im to oddać po tym, jak zabili 6 osób?- poczułaś się głupio. Racja.
- Nie...
- Masz z nimi jakichś kontakt?- spytał nagle.
- Ja? To ty mi o tym powiedziałeś!- wyczułaś, że to wszystko zaczyna go trochę przerażać- A ty? Kontaktujesz się z nimi?- spytałaś z niepokojem w głosie.
- Aniyo...- *...*, on kłamie
- Teraz już nic nie rozumiem! Mamy ten naszyjnik- poczułaś, jak ścisnął Twoją dłoń- tylko co z tego, skoro grozi nam niebezpieczeństwo?
- Musimy czekać na znak od nich- odpowiedział, akcentując dokładnie pierwsze słowo.
- Ile?
Nie odpowiedział Ci. Zamiast tego objął i przytulił do siebie.
- Mollayo. Zostaje jeszcze jedna sprawa do omówienia- światło latarni dodało jego oczom blasku, dzięki któremu stały się jeszcze piękniejsze. Jakbyście się porozumieli bez poruszenia ustami. W tym samym czasie powiedzieliście:
- Projekt
Na Waszych twarzach pojawił się uśmiech, bo oboje chcieliście przygotować go tylko z jednego przedmiotu:
- Chemia.

~*~

- Minnie, wróciłam!- zawołałaś, ściągając z nóg buty. Od razu udałaś się do jego pokoju. Drzwi były zamknięte. Uchyliłaś je lekko i zaglądnęłaś do środka. Na ogromnym łóżku, na samym środku, spał smacznie Minwoo.
- Dobranoc- wyszeptałaś zamykając drzwi.

~*~
- Gdzie jest naszyjnik?
- Nie wiem, jeszcze go nie znalazła. Gdybyś nie zauważył, ten dom nie należy do małych- odparł lekko kpiąco. Poczuł przeszywający ból na żebrach.
- Z szacunkiem, gówniarzu.
Leżał na ziemi, przed mężczyzną, który zadał mu cios. Oddech pogłębił się, a nowa dawka adrenaliny rozpoczęła wędrówkę po organizmie.
- Nie masz prawa jej nic zrobić. Jest niewinna, tak samo jak ja czy dziecko!- krzyknął.
- O nie. Mylisz się. Wiem, że Wasi rodzice zapoznali was trochę z doświadczeniami.
- Gdybyś chciał na prawdę go mieć, nie zabiłbyś naszych rodziców!- chciał się podnieść, ale przez kopnięcie w drugi bok znieruchomiał. Poczuł nacisk buta na samym środku swoich pleców.
- Pożegnali się z wami, bo nie chcieli nam wyjawić chociaż namiastki informacji. Zostałem poinformowany, że jedno z was ma naszyjnik. Koło się zamyka, mój drogi. Albo naszyjnik, albo dołączacie do swoich rodziców... gdziekolwiek są- dopowiedział po chwili.
- Mieli honor! Nie to co ty! To, co ONI odkryli, należało do nich! Tylko do nich. Potrafili zginąć dla tego odkrycia a przede wszystkim zginęli, żeby nas chronić!
Kolejny kopniak. Zaczął się zwijać z bólu.
- Jak śmiesz- usłyszał, że z nerwów głos zaczął się chwiać- zadaniem naukowców jest przeprowadzanie różnego typów obserwacji, doświadczeń po to, aby ulepszyć ten świat! Gdyby was chcieli chronić, nie pozwolili by wam patrzeć, jak ich zabijam. Pomyśl! Masz 3 dni, nie więcej, zrozumiano?!
Poczuł  uderzenie w tył głowy...

~*~
Kiedy wychodziłaś z Minwoo z domu, już stał pod nim Joe. Po tym, jak zamknęłaś dom, od razu pobiegłaś w jego ramiona.
- Annyeong~
Pocałował cię.
- Bleee, nie przy ludziach!- usłyszeliście głos chłopca.
- Chodź młody, odprowadzimy cię- powiedział Byunghun łapiąc Cię za rękę.

Przez całą drogę Lee trzymał Twoją dłoń. Wokół was podskakiwał wesoło Min.
- Jesteśmy na miejscu- powiedział z uśmiechem na twarzy Byung do Minwoo.
- Będę od razu po lekcjach- powiedziałaś, puszczając do niego oczko.
- Arasso!- krzyknął i pobiegł do wejścia szkoły.
- A my idziemy na lekcje do siebie. Musimy powiedzieć pani Kim o naszym projekcie- oboje zaśmialiście się i ruszyliście w kierunku budynku.

~*~
- A może najpierw zobaczymy co tam jest napisane, a potem się go pozbędziemy?- spytałaś, oglądając dokładnie każdy milimetr wisiorka- Co o tym myślisz?
Spojrzałaś na Joe. Zobaczyłaś, że chłopak trzyma dłoń na boku, jakby chciał go ukryć. Powoli wyciągnęłaś rękę w tamtą stronę, po czym dźgnęłaś go w miejsce powyżej dłoni. Chłopak syknął z bólu.
- Co robisz?!- wrzasnął
- M-mianhae...- złość w jego oczach zniknęła. Przytulił cię.
- To ja przepraszam.
Złapałaś dłońmi zamek od bluzy i powoli go rozsunęłaś. Żeby nie podejrzewał, że chcesz zobaczyć jego żebra, wpiłaś się w niego usta, siadając na jego nogach. Włożyłaś mu dłonie pod koszulkę, przejeżdżając po jego brzuchu. Uśmiechnęłaś się, gdy usłyszałaś lekkie mruknięcie. Pod pozbyciu się bluzy, złapałaś jego koszulkę i podciągnęłaś do góry. Jak podejrzewałaś, chłopak tego nie przewidział- był zajęty pocałunkiem. Szybko spojrzałaś na jego bok. Wielki siniak, a pod nim rozcięcie.
- Co to jest?- przestraszyłaś się- Kto Ci to zrobił?!
- Wplątałem się w bójkę, nieważne- odwrócił wzrok.

~*~
Kiedy Joe opuścił Twój dom, a Minwoo znalazł się w objęciach Morfeusza,  postanowiłaś poszukać jakiegoś znaku w pokoju mamy. Po 30 minutach przeglądania różnych ksiąg, znalazłaś kopertę, która była podpisana: "*..*, to Was ochroni"
Po otworzeniu zobaczyłaś wiele schematów przedstawiających przebieg reakcji. Wiedziałaś co to jest i jak to wykorzystać. Teraz mogłaś usunąć z domu ten naszyjnik, nadal pozostawiając tajemnicę 3 rodzin w spokoju, z dala od światła dziennego.

~*~
Wyszłaś wesoło z domu z myślą, że zaraz będziesz przytulona do Lee Byunghun'a. Myliłaś się. Nie było go.

Wszystko wskazywało na to, że dzisiaj nie będzie go w szkole. Kilka minut po dzwonku na lekcję, do klasy wpadł brunet.
- Przepraszam za spóźnienie- powiedział, jakby coś recytował i udał się w stronę ławek. Usiadł z Tobą w ławce. Po zapisaniu tematu popatrzył się na Ciebie.
Te oczy...
- Byunghun?- spytałaś zdziwiona.
- Tak. To ja- puścił do Ciebie oczko.
- Masz za dużo pieniędzy, czy co... za niedługo cię nie rozpoznam!
- Udowodnię ci, że tak. Ale po lekcji.
Kiedy usłyszał dzwonek, załapał Cię za rękę i wybiegliście z klasy. Biegnęliście w stronę szatni.
Chłopak oparł cię o ścianę i zaczął namiętnie całować.
Kiedy skończył, powiedział:
- Widzisz? To ja.

~*~
 Od: Han Jae Joon
Mam nadzieję, że naszyjnik już nie może się doczekać jutra

~*~
- Joe, czy... dostałeś jakąś wiadomość?
- Nie. Boję się, że może Wam się coś stać- zaczął nerwowo ściskać wisiorek w dłoni.
Nie wiedziałaś, czy powiedzieć mu o kopercie i jej zwartości. Powstrzymałaś się. W końcu nie dali żadnego znaku.

~*~

Stałaś od 10 minut pod szkołą Minwoo. Nie wychodził. Zapytałaś kilku dzieci, czy go widziały, ale nie powiedziały Ci niczego konkretnego.
Postanowiłaś zapytać się wychowawczyni o chłopca.
- Po Minwoo przyszedł jego tato.
- Proszę pani, jego ojciec nie żyje od 7 lat- powiedziałaś sucho.
- Był to mężczyzna ubrany w czarny garnitur. Na prawdę, myślałam, że to jego tato. Czy mam wezwać- nie dokończyła, bo od razu się roześmiałaś i powiedziałaś:
- Zapomniałam! Dzisiaj jechał z moim bratem do cyrku- Wszystko, byle nie wzbudzać podejrzeń...
 Kiedy wybiegłaś z budynku, stał pod nim ciemny samochód.
- Pani *...*, zapraszam.
Wiedziałaś kto to. Popatrzyłaś na niego złowrogo.
- Proszę, pojedziemy do dzieciaka, to znaczy, do Minwoo.
- Co mu zrobiłeś...
- Oh, nic! Jeszcze. Wsiadaj!

~*~

Kiedy zostałaś wysadzona przez konkurenta mamy, pana Yang'a, złapał Cię Joe.
- Gwenchana?- spytał ochrypniętym głosem.
Rozpłakałaś się.
- Pyta się o to pobity do krwi chłopak?- spytałaś, kładąc dłonie na jego policzkach.
- Gołąbeczki, idziemy.
Weszliście do wielkiego hangaru.
W kącie siedział związany Minwoo
- Minnie!- podbiegłaś do niego, ale zanim zdążyłaś dobiec, jeden z podwładnych Yang'a odepchnął Cię z dużą siłą.
- Nie dotykaj jej!- krzyknął Lee. Za to został powalony na ziemię.
- Naszyjnik. Miałeś mi go dostarczyć. Gdzie jest, Park Byunghun'ie?
Inny mężczyzna podniósł z ziemi Minwoo i postawił go przede mną. Za nim stanął Yang Sungmin. Zza pasa wyciągnął pistolet i przyłożył dziecku z tyłu głowy.
- NIE!!- wrzasnęłaś. Dostałaś w twarz. Kolejny cios przyjęły twoje plecy. Upadłaś na kolana.
- Zabij mnie, nie jego, proszę!- błagałaś.
- *...* to nic nie da- wyszeptał leżący Lee.
- Wszyscy zginiecie!- echo odbiło się od ścian pomieszczenia.
- Dajcie naszyjnik, albo dołączycie do swoich rodziców. Natychmiast!
Gdybym miała rozwiązane ręce, dałabym ci go, bo chcę żyć normalnie- na te słowa mężczyzna uwolnił Ci dłonie. Z wewnętrznej kieszonki w bluzie wyciągnęłaś potężny naszyjnik.
- *...* NIE RÓB TEGO! Praca rodziców pójdzie...- nie dokończył, ponieważ kolejny raz zadano mu cios.
- Nie pójdzie na marne- stwierdziłaś, że lepiej będzie, jeśli rozwiążesz to pokojowo- Niech świat stanie się lepszy- zaczęłaś iść w stronę Yang'a.
- Oto i on- powiedziałaś dumnie.
- Grzeczna dziewczyna. W nagrodę będziesz widzieć, jak Ci dwaj umierają.
-  NIE!- podbiegłaś do Joe, patrząc na Minwoo.
- W takim razie zginiesz pierwsza. To też przywilej- zaśmiał się kpiąco.
Rozwiązał liny z ciała chłopca i popchnął go w Twoją stronę.
Klęczałaś obok Joe, a Minwoo wtulił się w niego.
Yang wziął znowu broń do ręki.
- Żegnaj, *...* ...
Usłyszeliście strzał. Spróbowałaś poruszyć się. Kiedy otworzyłaś oczy, zobaczyłaś, że przed Tobą leży Minwoo.
- MINNIE!- rozpłakałaś się, kładąc jego głowę na swojej dłoni- Minnie!
- Ja...- z jego klatki piersiowej wylewała się fala krwi- chciałem... Cię... u-uratować. Jeden do jednego- uśmiechnął się lekko. Przechylił głowę na Twojej ręce. Odszedł...
*...*, Twój brat jest ze mną. Wierzymy w ciebie, walcz
Usłyszałaś grad bijący o dach hangaru.
- CO ZROBIŁEŚ?!- wrzeszczałaś na Yang'a- TO BYŁO NIEWINNE DZIECKO!- wstałaś i na chwiejących się nogach zaczęłaś biec w jego stronę. Pistolet był wycelowany na twoją głowę. Pomimo tego, dalej biegłaś.
Dla mamy, dla Ciebie, Minnie...
Był na wyciągnięcie ręki. Wiedziałaś, że nie strzeli z tej odległości. Złapałaś za broń. Zrobiłaś to z taką siłą, że mężczyzna puścił go. Teraz był w Twojej dłoni. Kopnęłaś go z całej siły(która połączyła się ze złością) w krocze. Teraz padł na ziemię.
- KAŻDY MA SWOJE MIEJSCE. Właśnie tam się udajesz- strzał. Drugi. Trzeci. Zaczęłaś mu dziurawić klatkę piersiową. Za to, że zabił naszych rodziców i Minwoo.
Popatrzyłaś przed siebie. Drzwi. Wybiegłaś przez nie. Deszcz padał z gradem coraz mocniej. Uciekałaś do domu. Nie miałaś zamiaru patrzyć Joe w oczy. Wiedział, miał z nimi kontakt. Przez niego zabili Minnie'go.
Spakowałaś wszystkie rzeczy do sporej walizki. 
Po 2 godzinach usłyszałaś pukanie do drzwi. Pewnym krokiem ruszyłaś w ich stronę.
- CZEGO?!- wykrzyknęłaś. Byunghun stał z ciałem Minnie'go przed Tobą.

~*~
Pogrzeb chłopca był skromny. Tak jak ostatnio- czekałaś, aż wszyscy pójdą i zostaniesz sama z Minwoo.
Usłyszałaś za sobą kroki. Wiedziałaś, że to Lee Byunghyun. Obszedł dookoła grób tak, żeby znaleźć się na przeciwko Ciebie. Kładąc ogromne kwiaty, powiedział:
- Dla najwaleczniejszego obrońcy tajemnicy.
Staliście w ciszy dobre kilkanaście minut. Odważyłaś spojrzeć na niego.

- Mój ulubiony kolor- wyszeptałaś. Chłopak od razu podszedł do Ciebie i przytulił. Nie sprzeciwiałaś się. Kochałaś go, bez względu na wszystko...

~*~
- A najlepszy projekt w klasie i całej szkole wykonali...- chwila napięcia- Lee Byunghun i *...* z chemii, gratuluję!


- Mówiłem, że wygramy!- chłopak przy całej klasie przytulił Cię.
Kiedy już atmosfera opadła, spytałaś się Byunghun'a:
- Wiesz, dlaczego wygraliśmy?
- Ciężka praca- mówiąc to rozczochrał Ci włosy.
Wyjęłaś z torby kopertę i dałaś mu ją. Z tyłu była wiadomość dla Was obu, a na pierwszej stronie- przebiegi reakcji, które pomogły Ci w lepszych zrozumieniu właściwości.
Twój chłopak po przeczytaniu całej zawartości kartki, popatrzył się na Ciebie.
- Co to jest?
- To nam pomogło. To treść odkrycia naszych rodziców. A naszyjnik właśnie pływa sobie w zatoce. Nawet jeśliby go odnaleźli... nic nie zrozumieją, a my tak.
- Świetnie to wymyśliłaś- pocałował Cię w czoło.

~*~
- Minwoo, mama Cię woła!
- Już idę!
- Musimy wychodzić!
- Spokojnie, umma~
- To twój pierwszy dzień w szkole, nie wypada się spóźnić- powiedział Joe.
- Tato, damy radę!- zaśmiał się Min.

4 komentarze:

  1. A ale przecież Minwoo umarl...jak mógł potem chodzić do szkoly...nie ogarniam...co nie zmienia tego że scenariusz swieeeetny:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, Minwoo umarł, ale za jego poświęcenie, synek bohaterki został jego imiennikiem ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...