Chciałam Was poinformować, że powoli, powolutku zbliżamy się do końca tej historii...
Miłego czytania ;**
------------------------
Dzisiaj skończyliśmy nagrywać jeden z ważniejszych odcinków. Z tej okazji była organizowana impreza, ale jakoś nie miałem ochoty na zabawę, jeszcze co chwilę zaczepiały mnie dziewczyny. Raz po raz słyszałem: "Oppa, oppa!". Co za upierdliwe stworzenia... Kto je w ogóle tutaj wpuścił?!
Przyjęcie trwało do samego rana, ale co to była za impreza, kiedy nawet nie mogłem spokojnie napić się drinka?! Przez to wyszedłem z budynku o 1. Po zjedzeniu, umyciu się, zacząłem oglądać pierwszy lepszy film w TV. Gdy dobiegł końca, wyłączyłem telewizor i rozsiadłem się wygodniej. Próbowałem zasnąć, lecz nie udawało mi się. Zacząłem nawet liczyć Tygryski...
Koło 4 nad ranem usłyszałem dzwonek do drzwi. Skoro kilka godzin wcześniej latały za mną młodsze, to teraz... noony?! Niechętnie zsunąłem się z fotela i podszedłem do drzwi. Po otworzeniu ich zobaczyłem dziewczynę, o dziwo młodszą od mojej skromnej osoby. Ten gatunek fanki nosił nazwę: "Oppa kochaj mnie bo jak nie to się potnę!".
Miała zakrwawione dłonie, przecięcie bluzki szło wzdłuż materiału, miedzy jej piersiami. Gdyby nie usta wyglądające jak ruiny zamku, śliwa pod okiem i spuchnięty policzek, jej twarz byłaby bardzo ładna.
- Przykro mi, ale nie rozdaję autografów o tej godzinie, i nie, nie interesuje mnie to, że jak każda musiałaś przelecieć cały świat żeby go dostać- już miałem zamknąć drzwi, ale usłyszałem:
- Miałam cię odwiedzić- powiedziała ochrypniętym głosem. Spojrzałem na nią jeszcze raz. Czyżbym miał deja vu?
- O mój Boże! Sora!- wciągnąłem ją do środka- Jak ty wyglądasz? Co się stało?- rozpłakała się. Położyłem dłoń na jej ramieniu, ale odskoczyła jak oparzona krzycząc:
- Nie dotykaj mnie!
- Kto ci to zrobił? Choi?! Już ja się z z nim...- nie pozwoliła mi dokończyć.
- To nie on. To Lee Andrew...
- Chodź do kuchni, opatrzę te rany- syknęła gdy przykładałem jej wacik do jej twarzy- Opowiedz mi, co się stało- utrzymywałem z nią kontakt wzrokowy, lecz z czasem nie patrzyła mi w oczy. Przyglądała się bransoletce z kluczykiem. Jej tęczówki nie miały tej samej barwy. Z kociej zieleni zmieniły się w ciemny grafit. Opowiedziała mi to, co się wydarzyło. Miałem ochotę pobić manager'a. To on nas wczoraj ściągnął. Wytwórnia wymyśliła sobie kolejny album. Szkoda tylko, że 3 dni temu opublikowaliśmy singiel! Najgorsze było przede mną. Wyznała mi, że dobrał się do niej.
- Wszystko byłoby inaczej gdyby nie to- rozłożyła kilka kartek. Zamarłem. Sora jest w ciąży! Bardzo się ucieszyłem, ale czy... dziecko wyszło z tego cało?
- Świetna wiadomość! Gratuluję~ Czy Junhong wie?
- To miał być prezent, ale Lee przyszedł wcześniej- ukryła twarz w dłoniach. Chciałem ją przytulić, ale nie mogłem.
- Kiedy mu powiesz?
- Nie wiem, jeżeli Andrew nadal będzie nas nachodził, to mu nie powiem. Odejdę od niego. Tego jestem pewna. Nie chce tego robić, ale w tej sytuacji będę musiała- otarła kilka łez. Zauważyłem, że ma poparzoną rękę.
- Mogłabym u ciebie zostać na jakiś czas?
- Nigdzie bym cię nie puścił w takim stanie.
- Gomawo~ - ona nie zasłużyła sobie na to. Ktoś powinien zapłacić za to, co wyrządził jej Lee.
- Andrew uciekł, prawda?
- Po tym, jak wrzucił zapaloną zapalniczkę w benzynę, pobiegł do korytarza, więc tak, uciekł.
- Dorwę go. Odpowie za to. Obiecuję ci to- nic nie odpowiedziała. Zaczęła mi opowiadać jak tutaj dotarła. Powtarzała wielokrotnie, że zrobiła to dla dziecka, nie dla siebie.
- Pomyliliśmy jedną z toreb. Wziąłem twoją, a ty moją, więc masz się w co przebrać- zamknęła się w sobie, chyba zignorowała te słowa.
Mieliśmy podobne charaktery: uparci, stanowczy, szczerzy, ale cholernie wrażliwi na krzywdę ludzką. Nie miałem zamiaru jej pocieszać, co do jej stany psychicznego, bo wtedy byłaby przybita jeszcze dłużej. Wszystko w swoim czasie. Muszę się nią zaopiekować, póki nie wyjaśnią sobie wszystkiego z Zelo.
Wstała od stołu, skinęła głową, żebym również to zrobił. stanąłem obok niej.
- Nie tak blisko- wyszeptała. Owinęła rękę wokół mojej- Gdzie mogę się przebrać?- ruszyłem bardzo szybkim tempem, Sora aż się zachwiała. Stanęliśmy, i powoli, małymi krokami ruszyliśmy w głąb domu.
- Jest pewien problem.
- Jakaś naga dziewczyna śpi na górze?
- Nie, tylko twoje rzeczy są na piętrze.
- Poradzę sobie- jedną ręką złapała się barierki, poparzona zwisała wzdłuż ciała. Upadła na drugim schodku.
- Wezmę cię na ręce, dobrze?
- Nie! Nie masz prawa mnie dotykać!- teraz jej oczy były niczym u wściekłego wilka. Po chwili uspokoiła się i powiedziała cicho:
- Ale masz być ostrożny.
- Arrasso- podszedłem do niej, założyła ręce wokół mojej szyi, delikatnie przełożyłem rękę pod jej kolanami.
- Nie! Zostaw!- krzyknęła uwalniając się.
- Spokojnie Sora.
- Nie dam rady- jej tęczówka ca chwilę miała inny kolor.
- Dasz. Jesteś silna, próbujemy. Już- ponownie założyła ręce, złapałem ją i podniosłem. Wtuliła się, układając głowę przy mojej szyi. Posadziłem ją na łóżku, podałem torbę z ubraniami.
- Himchan?
- Ne?
- Mianhaeyo...
- Nic się nie stało, nie masz się z czego tłumaczyć- uśmiechnąłem się- kiedy będziesz gotowa, zawołaj mnie- powiedziałem i wyszedłem z pokoju. Zastanawiałem się, czy nie byłoby lepiej dla nich, żeby powiedzieć Choi o ucieczce dziewczyny. Kiedy wróci do domu pomyśli że ona... Nawet w myślach to słowo było zbyt bolesne. Z drugiej strony, jeżeli mu nie powiemy, z czasem uwierzy w jej odejście. Sora potrzebuje czasu... Zobaczymy jak to się potoczy.
- Możemy porozmawiać?- jej głos dobiegł z góry. Wbiegłem po schodach, w pokoju zobaczyłem jak stoi o własnych siłach.
- Dobra, jednak jestem silna- widziałem, że chciała podnieść kąciki ust, ale zbyt ją to bolało.
- Proszę, nie mów mu o tym, że tu jestem. W najbliższym czasie nie może się dowiedzieć o mojej obecności u ciebie.
- Kiedy masz zamiar się z nim spotkać?
- Kiedy będę gotowa. Chyba że...
- Wylecę z Korei.
- O nie! Nie ma mowy- nie mogłem jej na to pozwolić.
- To zależy od tego, czy Lee wróci... Mogłabym się chwilę zdrzemnąć?
- Jasne. Tutaj, czy na dole?
- Wolałabym na dole- zrobiłem krok w jej stronę, ale powiedziała:
- Stój w miejscu- zaczęła sunąć stopami po podłodze. Udało jej się przejść przez cały pokój. Była na wyciągnięcie ręki, ale nadal szła sama. Nogi ugięły jej się lekko, więc złapałem ją by uniknęła upadku.
- Nie dam rady zejść po schodach- na te słowa złapała się mnie i zeszliśmy na dół. Już miałem ją położyć na sofie, ale spytała:
- Mogłabym na fotelu?- chyba... Andrew skrzywdził ją na sofie, bo aż zaczęła się trząść. Przykryłem ją i poszedłem do kuchni po telefon, który właśnie zasygnalizował smsa.
- Himchan?
- Ne?
- Mógłbyś być tutaj póki nie zasnę?
- Oczywiście- żeby ominąć wszelkie nieporozumienia, powiedziałem jej, że dostałem smsa od Zelo.
- Co napisał?- nagle zrobiła się żywsza.
- "Hyung, twój kuzyn zabrał mi Sorę"- dziewczyna nie odpowiedziała. Zero jakiejkolwiek reakcji. Spojrzałem na dalszą część: "Przynajmniej nie muszę go zabijać- sam to zrobił". Nie przeczytałem tego na głos. Sora nie wie, że Andrew zginął i lepiej żeby tak zostało. Inaczej zastanawiałaby się nad tym, co nie wpłynęłaby dobrze na nią. Musi oszczędzać nerwy. W przeciwnym razie ona i dziecko będą cierpieć.
Zasnęła dość szybko. Przeniosłem się do kuchni. Znów dostałem smsa od Maknae:
"Hyung nie martw się, jestem w dormie. Mógłbyś mnie pocieszyć? Proszę..."
- Co napisał?- podskoczyłem ze strachu. Gdy się obróciłem zobaczyłem Sorę, opierająca się o ścianę.
- Chce żebym go pocieszył, i że jest u Guk'a więc mam się nie denerwować- chwila... czy ona właśnie miała niebieskie oczy?!- Dlaczego masz niebieskie oczy?
- Mwo?- wziąłem lusterko i podałem jej. Zasłoniła nim twarz i wyszeptała:
- Wyglądam jak duch. Co on ze mną zrobił...- rozpłakała się- gdy zasnęłam, widziałam go. Stał pomiędzy płomieniami i uśmiechał się do mnie.
Teraz zgodziła się usiąść na sofie. Oglądaliśmy powtórkę Star King'a. Siedziałem na środku, ona owinęła się wokół oparcia z boku. Kątem oka zobaczyłem, że zaczęła się przesuwać. Nagle oparła głowę na moim ramieniu. Jej zachowanie było specyficzne- podwójne. Najpierw nie zgadzała się, krzyczała- jakby ktoś ja zablokował. Następnie "przebudzała się" z transu i chciała przeciwstawić się poprzednim czynnościom.
- Nawet ty byłbyś lepszą matką ode mnie. Co do oczu nie mam niebieskich. Są zielone- popatrzyłem na nią. Jej twarz była bardzo blisko.
- Będziesz cudowną mamą, zobaczysz. To co, zjemy coś?
~*~ ~*~ ~*~ ~*~~*~ ~*~~*~ ~*~
Policja zabezpieczyła parter, pozwolili nam przebywać na górze, mieliśmy zabrać co tylko się da. Oglądałem ich liczne zdjęcia w pokoju, Zelo miał w ręce dużą kopertę. Wyjął z niej tonę zdjęć i niebieską kartkę. Przeczytał co było na niej napisane:
- "Można żyć nadzieją i tylko nadzieją. Czasami to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni- wspominamy to, co nigdy się nie wydarzyło".
Liczne fotografie przedstawiały Sorę z pluszakiem Matoki, jej rysunki Junhong'a i nie tylko, koreański samolot. Ich wspólne zdjęcia, fotografie domu- było tu wszystko. Nawet seria zdjęć śpiącego Choi. Każde było podpisane dokładną datą. Maknae odłożył je. Nie był w stanie ich przeglądnąć, spływające łzy utrudniały mu to. Wtulił się we mnie i całkowicie rozpłakał.
- Może przyjdziemy tu jutro?
- Nie, dam radę- wziął do ręki kilka kartek. Zaczął je czytać, w pewnym momencie jego oczy się powiększyły .
- COOOO??!!- rzucił te kartki, zerwał się, i wybiegł z pokoju. Wziąłem do ręki papiery. Ona... była w ciąży! Szybko wstałem, i pobiegłem za nim. Drzwi wejściowe były teraz otwarte na oścież. Obejrzałem się we wszystkie strony, ale nigdzie nie widziałem jego sylwetki. Intuicyjnie wbiegłem do parku. W żadnej alejce nie było go. Chwila! Gdy był przybity, zawsze chodził... nad rzekę! Ruszyłem w tamtym kierunku.
Gdy dobiegłem do mostu, na barierce siedział Choi. Przestraszyłem się, bo jego nogi zwisały po drugiej stronie nad 15-metrową przepaścią.
- Choi Junhong!- krzyczałem- Złaź!- podbiegłem do niego.
- Mogłem zostać ojcem... Wszystko przez to pieprzone nagranie! Może jeszcze ich dogonię...- mówiąc to podsunął się bliżej końca poręczy.
- Nie mów tak!- spróbowałem go złapać, ale jego ciało już w całości zwisało nad przepaścią, trzymał się barierki tylko jedną ręką.
- Hyung wytłumacz wszystko w wytwórni. Przepraszam...- puścił się. Widziałem strach w jego oczach. Szybko nachyliłem się i chwyciłem jego nadgarstek. Poczułem jak metal barierki wbija mi się w brzuch.
- No to teraz albo obydwoje przeżyjemy, albo razem spadniemy. Co wybierasz? Z resztą i tak cie nie posłucham!- Halo! Ziemia do Yongguk'a! Ile czasu spędziłeś na siłowni?! Przerzuciłem go przez poręcz. Leżeliśmy na ziemi patrząc na siebie.
- Jeszcze raz tak zrobisz, a oddam wszystkie twoje deski.
- Ale groźba... Proszę bardzo!- klepnąłem go po głowie.
- Musimy docenić wszystko, co dla nas zrobiła, i pamiętać o niej.
- Byłem ojcem rozumiesz?! Straciłem ich! Nikt mi ich nie przywróci...- rozpłakał się.
Poklepałem go po ramieniu.
- Hyung?
- Hmm?
- Zróbmy przerwę jako B.A.P...
- Pewnie, zasłużyliśmy na nią. Od dzisiaj młody mamy luz- rozczochrałem mu włosy- Wracajmy już do domu.

Omo co za emocje! ;o xD Znalazłąm trochę błędów, ale dzięki temu co przeczytałam już o nich zapomniałam. Głupia Sora ja bym od razu powiadomiła, że jestem całą i, że żyje -.-' Ach te nieświadome zachowania bohaterki xD Teraz to narobiłaś mi takiej ciekawości co będzie dalej, że chyba dziś nie usnę ^^ Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam :* :)
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za błędy, ale zepsuł mi się blogger. Zaraz je poprawię :)
OdpowiedzUsuńwowoowoowooowowowwo!
OdpowiedzUsuńDzidzia szalejesz!
No ty i tak znasz moje zdanie :*
Cudny rozdział ^-^
tylko, że ciężko mi teraz cokolwiek napisać bo boje się, że wydam coś co miało zostać na razie w tajemnicy xD
więc powtórzę: CUDNY ROZDZIAŁ! ♥
weny :*
Jesteś zła wiesz! Czemu musisz tak cudownie pisać co <3 xdd ;***
OdpowiedzUsuńStrasznie mi się podoba ten rozdział chyba najbardziej ze wszystkich ^^ *-*
Weny i czekam na kolejny! <3 ;33
Jaki zarąbisty ^^
OdpowiedzUsuńNajlepszy ! :D
Szkoda że to już prawie koniec :c
ale nie mogę się doczekać tych twoich oneshot'ów xxDD
Dodawaj szybko następne
~ Weny :3