Dzisiaj ten dom odwiedza Choi Junhong. Jestem skazana na siedzenie na górze. Himchan cały wczorajszy dzień wypytywał się, czy się "ujawnię". Moja odpowiedź za każdym razem brzmiała tak samo, czyli:
- Nie.
Wiedziałam jednak, że im szybciej to zrobię, tym będzie łatwiej. Miałam w sobie chęć pozostania "duchem" jeszcze przez jakiś czas. Chciałam wykorzystać tą sytuację tak bardzo, ile tylko się dało: odzyskać siły, ustalić jednolity plan działania. Przecież nie mogłam ciągle żyć faktem, że jestem pokrzywdzona bo ktoś mnie zgwałcił.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Wyszłam z pokoju. Himchan stał na przeciwko mnie. Mało brakowało, a zderzylibyśmy się.
- A pani gdzie?
- Na górę.
- O nie! Tam nikt nie ma wstępu!
- Nawet ty?
- Nie możesz tam iść. Tam nie ma nic do oglądania.
- Gdyby tam nic nie było, to pozwoliłbyś mi tam pójść. Proszę~ Z tamtąd będę dobrze słyszeć i mnie nie zauważą!
- Aish... Dobra! Ale nie możesz powiedzieć nikomu co tam jest!- schody prowadziły nie tylko na pierwsze piętro. Można było iść wyżej. Znajdowało się tam jedno wielkie pomieszczenie z którego było widać cały parter.
- Obiecuję! A teraz idź otwórz te drzwi bo pomyślą że coś ukrywasz!- chłopak zbiegł szybko na dół. Zelo zapowiedział, że wpadnie, ale nie uprzedził że przyjedzie z nim pozostała czwórka zjaranych osobników. Wszyscy oprócz Jung'a i Youngjae przeszli do salonu. Daehyun skierował się do lodówki, a Yoo krzyknął, że chce zwiedzić dom.
- Yah! Young! Zjedz coś!- chłopak zawrócił.
Od tamtej pory wszystko przebiegało spokojnie(jeżeli B.A.P można nazwać spokojnymi).
Daehyun zaczął swoją wyżerkę, Yongguk i Zelo siedzieli na sofie. Junhong przytulił się do oparcia tak samo jak ja wczoraj. W oczach zaczęły mi się zbierać łzy. Miałam ochotę zejść tam, jednak coś mnie tutaj trzymało. Nie mogłam zrobić nawet kroku, mój wzrok utkwił na maknae.
Rozmawiali- chcą zrobić przerwę. Właściwie to tylko Daehyun wydawał się być przejęty rozmową. Himchan siedział zamyślony w fotelu, miał założoną nogę na nogę, jego dłonie były złączone. Co chwilę na mnie spoglądał. Jeżeli nie przestanie, zaraz któryś popatrzy się tutaj i wszystko szlag trafi!
Yongguk dokładnie przyglądał się Divie, co chwilę nerwowo upijał łyk kawy. Chyba chciał mu powiedzieć... Wpadłam na pewien pomysł, ale musiał poczekać kilka godzin na realizację. Obok Bang'a siedział Junhong. Wtulony w sofę obserwował ściany pokoju. Bałam się, że będzie chciał zwiedzić dom. Po chwili Himchan i Zelo zaczęli sobie patrzyć w oczy. Daehyun wpieprzał już 2 blachę sernika, a Jongup... Moon jak to Moon- liczne zaćmienia umysłu były, są i będą obecne, każdy się do nich przyzwyczaił.
- Co robimy z naszym maknae?- spytał Yongguk obejmując go, przez co na twarzy Him'a pojawiła się złość. Spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam co chciał mi powiedzieć. "O nie! BangLo tutaj nie będzie!"- pomyślałam. Zaczęłam iść w stronę schodów, ale o mało co nie potknęłam się o wielkie pudło sięgające mi prawie do kolan. Podniosłam pokrywkę. Zdjęcia. Masa zdjęć Yongguk'a i Himchan'a. Wzięłam kilka, podeszłam do barierki i pomachałam nimi bezszelestnie, na co Chan zareagował natychmiastowo.
- Przepraszam... ja... muszę skorzystać!- i po co tu idziesz? no po co?
- Miałaś tego nie ruszać!
- Miałam nikomu nie mówić.
- Nieważne... Proszę, zejdź i powiedz mu wszystko. To najlepsza pora. Innej już nie będzie! Musisz to zrobić.
- Nie teraz... Jeszcze będzie okazja, na pewno.
- Schodzisz, albo im mówię.
- Przestajesz albo pokażę mu te zdjęcia.
- ... Z kim ja pracuję... Mam pomysł!
- Huh?- nie odpowiedział, tylko zbiegł do nich.
- Może przyjedziecie jutro?- z odpowiedzią wyrwał się Yongguk:
- Pewnie, i tak nie mamy niczego konkretnego do roboty, prawda?- poziom zamulenia przekroczył chyba już górną granicę: Youngjae wczuł się w dramę, Daehyun nadal miał pełną buzię, Jongup zaczął cieszyć się do obrazu, a Junhong oparł się o Bang'a, przez co Kim zaczął wiercić się w fotelu.
- Okej... W takim razie wezmę Zelo i przyjedziemy- odparł Yongguk.
- SŁYSZAŁAŚ?!- krzyknął Kim. Teraz każdy patrzył na niego.
- Kogo bierzesz za dziewczynę? To ty tutaj jesteś matką.
- Umm... ni-nikogo, to miało być do Choi, a myślałem... Mianhaeyo...- tak, to było do mnie. Co za zgred! Jeszcze ten jego uśmieszek- on to robił specjalnie. Nie byłam przygotowana na zejście tam. Nawet nie wiem, co ja mu powiem! Przecież nie będę stała bezczynnie póki Himchan znowu nie wyjedzie z jakimś hasłem. "Bo spontan to podstawa"- Kim, twoje słowa nadal pozostają nie wykorzystane, wręcz przeszkadzają. Dziś nie zejdę... Nie dam rady...
- Co robimy z naszym maknae?- spytał Yongguk obejmując go, przez co na twarzy Him'a pojawiła się złość. Spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam co chciał mi powiedzieć. "O nie! BangLo tutaj nie będzie!"- pomyślałam. Zaczęłam iść w stronę schodów, ale o mało co nie potknęłam się o wielkie pudło sięgające mi prawie do kolan. Podniosłam pokrywkę. Zdjęcia. Masa zdjęć Yongguk'a i Himchan'a. Wzięłam kilka, podeszłam do barierki i pomachałam nimi bezszelestnie, na co Chan zareagował natychmiastowo.
- Przepraszam... ja... muszę skorzystać!- i po co tu idziesz? no po co?
- Miałaś tego nie ruszać!
- Miałam nikomu nie mówić.
- Nieważne... Proszę, zejdź i powiedz mu wszystko. To najlepsza pora. Innej już nie będzie! Musisz to zrobić.
- Nie teraz... Jeszcze będzie okazja, na pewno.
- Schodzisz, albo im mówię.
- Przestajesz albo pokażę mu te zdjęcia.
- ... Z kim ja pracuję... Mam pomysł!
- Huh?- nie odpowiedział, tylko zbiegł do nich.
- Może przyjedziecie jutro?- z odpowiedzią wyrwał się Yongguk:
- Pewnie, i tak nie mamy niczego konkretnego do roboty, prawda?- poziom zamulenia przekroczył chyba już górną granicę: Youngjae wczuł się w dramę, Daehyun nadal miał pełną buzię, Jongup zaczął cieszyć się do obrazu, a Junhong oparł się o Bang'a, przez co Kim zaczął wiercić się w fotelu.
- Okej... W takim razie wezmę Zelo i przyjedziemy- odparł Yongguk.
- SŁYSZAŁAŚ?!- krzyknął Kim. Teraz każdy patrzył na niego.
- Kogo bierzesz za dziewczynę? To ty tutaj jesteś matką.
- Umm... ni-nikogo, to miało być do Choi, a myślałem... Mianhaeyo...- tak, to było do mnie. Co za zgred! Jeszcze ten jego uśmieszek- on to robił specjalnie. Nie byłam przygotowana na zejście tam. Nawet nie wiem, co ja mu powiem! Przecież nie będę stała bezczynnie póki Himchan znowu nie wyjedzie z jakimś hasłem. "Bo spontan to podstawa"- Kim, twoje słowa nadal pozostają nie wykorzystane, wręcz przeszkadzają. Dziś nie zejdę... Nie dam rady...